Pręgą z tygrysa w politykę

Wpis

poniedziałek, 10 września 2012

Skała Tarpejska Korwina-Mikke

Czy Janusz Korwin-Mikke jest faszystą? Oczywiście, że nie. Zbieżność wielu poglądów i sympatyzowanie z nimi nie jest wpisaniem się na listę tego ruchu.

 


Czy Janusz Korwin-Mikke jest faszystą? Oczywiście, że nie. Zbieżność wielu poglądów i sympatyzowanie z nimi nie jest wpisaniem się na listę tego ruchu. Może być orbitowaniem wokół tego zjawiska mentalnego, dysfunkcją poglądów w zderzeniu z normalnością, czerpaniem inspiracji z potworności historii, nieumiejętnością poruszania się w trudnych meandrach życia społecznego. JKM prezentuje typową ucieczkę od wolności w skrajne rozwiązania, bo nie trzeba w nich podejmować trudu innowacji, korzysta z gotowców i uparcie konsumuje tę samą sieczkę intelektualną, wydalając ograniczony zestaw myśli - ten sam brunatny placek.


Dobrze mu z tym. Znajduje ograniczony odbiór wśród podobnych. Jest to przecinek podobnie odczuwających, bo nie myślących, takiej percepcji już dawno nie posiada. “Myśli”, że coś publicznie wygra, a zawsze wychodzi mu przecinek i musi się nim delektować: zero i coś tam po przecinku.

Usycha jednak z tęsknoty do szerszego życia politycznego, do którego chciałby się włączyć. Ciągle się stara, ale mu nie wychodzi. Z tej paplaniny, tej konsumpcji sieczki, czasami coś większego wydali i źle to zapachnie. Nazwanie paraolimpijczyków “zboczeńcami i inwalidami” wyszło mu, wrażliwi komentatorzy nie wytrzymali, zatkali nosy i nazwali go faszystą. Błąd.

Może byłoby to właściwe, gdybyśmy mu przyznali cechy człowieka w pełni sprawnego intelektualnie i świadomego, że kogoś tak nazywając czyni krzywdę. JKM nawet nie poczuł odrazy do siebie, nie szuka żadnego usprawiedliwienia. Ale na tyle jest kumaty, że docenia, iż na konsumpcji sieczki coś można ugrać. Od razu leci do sądu. Jak to - bezkarnie będzie nazywać się go faszystą. Gdyby Monika Olejnik, albo Agnieszka Kozłowska-Rajewicz nazwały go sympatykiem faszyzmu, to zupełnie inna para kaloszy. JKM mógłby im wytłumaczyć, co mu się w faszystach podoba, a co nie. A gdyby nazwały go nazistą, to możliwe, że zachwalałby budowę dróg przez Hitlera, a tu panie dzieju, Tusk jakąś autostradę zamknął, która musi iść do budowlanej poprawki.

A może JKM czuje się Spartanem, oni nie mieli takich problemów ze “zboczeńcami i inwalidami”, niepełnosprawne dzieci spychali ze skały, a jak wojownik był ranny i nie rokował nadziei pozostawał mu honor zejścia. Ale nie “do gazu”, jak sugerował rysownik portalu naTemat Tomasz Sysło. Skała Tarpejska, owszem, której używali do egzekucji Rzymianie, przodkowie Mussoliniego.

A co byłoby, gdyby JKM został po prostu nazwany kreaturą? Hm? Zresztą te swoje pójście do sądu od razu unieważnił, gdyż w wywiadzie dla “Wprost” Olejnik i Kozłowską-Rajewicz nazwał faszystkami, tę ostatnia na dokładkę idiotką. Chyba, że chce się sądzić, kto kogo pierwszy nazwał faszystą.

 

No, ale gdy konsumuje się sieczkę, nie można być logicznym i politycznie przewidującym. Takie wydala brunatne placki JKM na agorze.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
kleofas-wieniawa
Czas publikacji:
poniedziałek, 10 września 2012 22:19

Polecane wpisy

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny

Flag Counter